czwartek, 24 kwietnia 2014

O wyższości wschodu nad zachodem

Europy oczywiście.


Dziś kilka przemyśleń z najróżniejszych podróży, podczas których miałam okazję obserwować biedniejszych jak i bogatszych mieszkańców krajów zachodniej i wschodniej Europy. Wnioski z czasem, nie po tygodniu czy dwóch, a po kilkunastu latach pojawiły się same. Mimo wielu różnic pod względem pochodzenia czy pozycji społecznej, które dziś pominiemy zauważyłam pewne niepokojące, dosyć istotne zjawisko.

Generalizując - Europa zachodnia przesiąknięta jest równouprawnieniem, przesadną tolerancją i akceptacją niemal wszystkiego co się da.
Wchód, to kraje wciąż pełne tradycji, szacunku do starszych, ich poglądów, a co za tym idzie długoletniego doświadczenia, które wręcz nie może się mylić.
Pełne też szacunku i chęci spieszenia pomocy kobietom.
Posłużmy się przykładem zwykłej walizki. Podróżując po Rosji czy Ukrainie nie było ani jednego momentu, w którym ktoś nie zaoferowałby mi pomocy, którą de facto nawet w przypadku odmowy i tak otrzymywałam. Dodam, że niekoniecznie wyglądałam na zmęczoną, ciężarną czy niepełnosprawną. Nie było to jednak nachalne.
To było naturalne.

Przebywając zaś w wielu krajach zachodnich każda z mijanych przeze mnie kobiet musiała radzić sobie sama. Szokiem był dla mnie wielokrotny widok dźwigającej wózek czy bagaż wyraźnie zmęczonej kobiety i idącej za nią grupki mężczyzn, której nawet nie przeszło przez myśl, aby zapytać czy żadna z pań przypadkiem nie potrzebuje wsparcia. Pomogłam takim kobietom kilka razy, mijając całe stada nie zwracających na nas uwagi mężczyzn. Kobiety dziękowały za pomoc, na którą jak same mówiły, na co dzień nie mogą liczyć. 
To też było naturalne.

Na wschodzie by to nie przeszło.
Tam, mężczyzna wie jaka jest jego "rola". Wie, że powinien pomagać kobiecie choćby podając jej dłoń, kiedy w wysokich szpilkach wysiada z autobusu.
Kobieta zaś nie zapomina o tym, że jest tą (rzekomo) słabszą płcią, pozwalając tym samym na ewentualną pomoc i szacunek ze strony mężczyzny.
Którego nawet w jakże "pełnym miłości" Paryżu (już?) nie ma.
A szkoda.

Okiem kulturoznawcy różnice te są zrozumiałe. 
Okiem kobiety - już nie.

Wyprzedając już niektóre głosy oburzenia - wyjątek potwierdza regułę, a ja i tak, przez kilkanaście dobrych lat obserwacji swoje widziałam.
Czy zatem aby na pewno nie mamy się czym inspirować z tej pozornie zacofanej, przestarzałej i niepostępowej (co słyszę na co dzień) i tym samym lekceważonej i umniejszanej wschodniej strony?
Zostawiam Wam to do przemyślenia.

Z pozdrowieniami
Martyna Rydel

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz