![]() |
| fot. Nirav Patel |
Są takie dni, kiedy po prostu trzeba się wygadać. Ja muszę się wypisać. Piszę ten tekst zaledwie tydzień po powrocie z ostatniej podróży, która
zmieniła mnie najbardziej.
Jest chłodny letni wieczór. Mimo mocno średniawej temperatury słońce
zachodzi podobnie jak w pierwszych dniach oczekiwanej przez wszystkich
najcieplejszej pory roku. To idealny moment na zastanowienie się nad tym co mam, a czego
szukam.
Jak to z kobietami bywa, a ja chcąc nie chcąc typową „klasyczną” kobietą
jestem, dokładnie wiem czego na pewno nie chcę i czego się obawiam.
Nie chcę żyć w strachu o jutro, nie chcę zawieźć rodziny, przyjaciół, ani też samej
siebie. Sama nie chcę być powodem do zmartwienia. Nie chcę się denerwować przez to, że ktoś głośno miesza herbatę. Nie chcę na
sobie zapachu tanich perfum. Zapachu zmęczenia życiem, w którym nie będę szczęśliwa. Nie chcę szufladkować ze względu na wykształcenie, błędy młodości, wiarę lub jej
brak. Nie chcę żyć dla innych, a dla samej siebie. Nie chcę już więcej
oczekiwać.
Teraz czas na wszystko, o czym marzy kobieta
Zacznę od pewności. Pewności jutra, tradycji wspólnego czytania książek,
nieustannego rozwoju – uczucia i mądrości. Chcę wyjątkowości
tego jednego dnia, o którym większość kobiet rozmyśla na co dzień. Klasycznego i rustykalnego jednocześnie. Chcę też
niepowtarzalności i spokoju tych wszystkich dni przed i po. Chcę delikatności i wspólnego wzruszenia. Cierpliwości do
własnych i cudzych dzieci. Do siebie i świata, który zamierza mnie otaczać. Większej ilości dystansu.
Wyrozumiałości, próby zrozumienia i kilogramy dobroci wszystkich dla
wszystkich. Chcę kultywowania tradycji, którym nie pozwolę zaniknąć. Chcę mniej
pamiętać, a więcej wybaczać. Chcę dawać. Więcej uśmiechów, prezentów i szans.
Chcę też dać szansę samej sobie.
I dać się w końcu poprowadzić temu, który jak uparcie wierzę, dobrze wie co robi.
Z pozdrowieniami,
Martyna Rydel
Z pozdrowieniami,
Martyna Rydel

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz