niedziela, 30 marca 2014

Niedzielne obnażenie.

Jako klasyczna kobieta miewam momenty, kiedy po dłuższym czasie przebywania z wcześniej jedynie powierzchownie znanymi mi osobami w końcu, zupełnie niespodziewanie jestem w stanie zajrzeć w ich duszę. Są to chwile nie przełamujące, a doszczętnie niszczące wcześniejsze spojrzenie na kogoś, kogo wcześniej uważaliśmy za zupełnie inną osobę. Łamiące serce w tym dobrym lub czasem i gorszym znaczeniu.

Abstrahując, przynajmniej dzisiaj, od rozczarowań dotyczących poznania, warto skupić się tylko na rzeczach dobrych. Chociaż raz na jakiś czas. Docenić obnażenie się takiej osoby przed nami, które wymaga wielkiej odwagi i ogromnego zaufania. Zwrócić uwagę na wszystkie małe gesty, którymi powoli rozbiera przed nami swoją osobowość. I je pielęgnować.

Największym zaskoczeniem zawsze jest dla mnie ktoś, kto będąc na co dzień silną, wręcz medialną antytezą wszystkiego co delikatne, zwiewne i eteryczne, pod co prawda ciężką do przebicia, acz jednak wciąż tylko skorupką, skrywa się marzycielskie, malownicze, poetyckie i niezwykle romantyczne spojrzenie na świat. 

Prawdopodobnie przyszła wiosna.

Takich obnażeń Wam życzę. Nie tylko w niedzielę.


Z pozdrowieniami
Martyna Rydel

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz