W związku z napływem nowych czytelników, których tak wcześnie się tutaj nie
spodziewałam, chciałabym opowiedzieć nieco więcej o mojej wizji tego bloga oraz o kierunku, w którym będzie on zmierzał.
Nie jestem też jedną z nich.
Jestem jednak na tyle świadoma, że doceniam Waszą wielką siłę i powagę
działania. Kto wie, gdyby nasze kobiece losy potoczyły się zupełnie inaczej (a
raczej prawdopodobnie wcale nie uległyby zmianie...), czy jako przedstawicielka
tej „słabszej płci” miałabym możliwość publicznego pisania choćby tych słów?
Doceniam siłę kobiet. Tu – paradoks: siłę naszej niewinności, zwiewności i
eteryczności.
Siłę kobiecości, która w żadnym wypadku nie może być tłumiona w sobie. Bo
„tak nie wypada” czy „nie przystoi” kobiecie.
To bzdura.
Nie ma spraw, które miałyby pozostać nierozwiązane tylko dlatego, że
owszem, wymagają pewnej odwagi niezbędnej do zmierzenia się z problemem, ale nie
można zapominać, że każda walka przeprowadzona w taktowny, ale i jednocześnie konkretny
sposób zdecydowanie jest tego warta.
Od Was, jako czytelników tego bloga wymagam przede wszystkim dwóch rzeczy.
Jakkolwiek patetycznie to brzmi, wiary w niezaprzeczalny już fakt naszej
kobiecej mocy, ale i jednocześnie pamięci o tym, co w nas tę kobiecość
ukształtowało.
Piękne, niestety zanikające już zwyczaje, etykieta, moda i ta klasyczność,
którą osobiście czytam w dość dualny sposób:
kobieta klasyczna jako w najlepszym tego słowa znaczeniu stereotypowa kobieta z klasą oraz klasyczna kobieta, jako „typowe” sytuacje z przymrużeniem oka, które zdarzają się każdej z nas. „Typowy” zachwyt nad równie „typową” babską literaturą czy wzdychanie na myśl o listach miłosnych, romantycznych utworkach o miłości, kwiatach i (wspominanych nawet całkiem często przez samego Kominka) jelonkach na tle zachodzącego słońca.
kobieta klasyczna jako w najlepszym tego słowa znaczeniu stereotypowa kobieta z klasą oraz klasyczna kobieta, jako „typowe” sytuacje z przymrużeniem oka, które zdarzają się każdej z nas. „Typowy” zachwyt nad równie „typową” babską literaturą czy wzdychanie na myśl o listach miłosnych, romantycznych utworkach o miłości, kwiatach i (wspominanych nawet całkiem często przez samego Kominka) jelonkach na tle zachodzącego słońca.
Tak, jakkolwiek kiczowato i przereklamowanie może to brzmieć, mnie
to wzrusza i wzbudza we mnie zachwyt. Bo posiadam, można by rzec, jak na obecne czasy niestety nieco sadomasochistyczną, wyjątkowo romantyczną wizję świata. I jestem klasyczną kobietą.
Martyna Rydel

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz