Czasem tak bywa, że trzeba po prostu wszystko zostawić i wyjechać. Nie inaczej było w ostatni weekend, który spędziłam w naszych polskich Tatrach. Po tylu latach w końcu udało mi się wrócić, powspominać dobre dziecięce dni i po prostu, bez specjalnych wyzwań, klasycznie odpocząć.
Czas pachnący prawdziwym drewnem, żywicą i domową, gorącą zupą.
Brzmiący jak stary zegar w domu Witkiewicza, skrzypiący pod ciężkimi butami śnieg czy nieustające dzwonki sań.
Przypominający o pięknie tego świata, o którym zapomina się zbyt łatwo.
Hej!
Hej!
Z pozdrowieniami,
M.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz