wtorek, 17 lutego 2015

Kierunek: południe!


Czasem tak bywa, że trzeba po prostu wszystko zostawić i wyjechać. Nie inaczej było w ostatni weekend, który spędziłam w naszych polskich Tatrach. Po tylu latach w końcu udało mi się wrócić, powspominać dobre dziecięce dni i po prostu, bez specjalnych wyzwań, klasycznie odpocząć.




To były dni świętego spokoju, długich wycieczek i dobrego wina. 
Czas pachnący prawdziwym drewnem, żywicą i domową, gorącą zupą.
Brzmiący jak stary zegar w domu Witkiewicza, skrzypiący pod ciężkimi butami śnieg czy nieustające dzwonki sań.
Przypominający o pięknie tego świata, o którym zapomina się zbyt łatwo.

Hej!

Z pozdrowieniami,
M.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz