sobota, 10 stycznia 2015

WOŚP - tak czy nie?


Czyli ostatnie starcie wielbicieli i przeciwników Owsiaka.
Przechodzimy od razu do rzeczy.

Argumenty na tak:

  • Nowy sprzęt i pomoc potrzebującym to kropla w morzu potrzeb polskiej służby zdrowia. Lecz czymże jest ocean jeśli nie morzem kropel właśnie?
  • Jurek to pracownik jednego dnia w roku? Otóż niekoniecznie.
    Owszem, część tych gigantycznych zbiorów jest przeznaczona na pensje pracowników fundacji i w ogóle jej utrzymanie. Łącznie z samochodami i willami. Bo czemu nie? Patrząc na wszystko z perspektywny organizatora wiem, że przygotowanie tak ogromnego wydarzenia, nawet z masą współpracowników jest zadaniem szalenie odpowiedzialnym, wiąże się z ogromnym ryzykiem, stresem i pracą 24/7 przez wiele, wiele miesięcy, jeśli nie przez cały rok.
    I sobie myślę, że nawet gdyby cała robota spadała na WOŚP-owych pracowników, to za sam pomysł, który jest prosty i genialny jednocześnie, Jurek jak dla mnie mógłby zarabiać ze dwa razy tyle, czego mu z całego życzę.
  • Wpłacając pieniądze nie tylko pomagamy chorym, ale i naszym bliskim czy sobie samym. Bo kto z nas, na starość lub... czysto hipotetycznie nawet jutro, chciałby przebywać w obskurnej sali szpitalnej bez nowoczesnego sprzętu? Albo i w ogóle bez żadnego sprzętu?
    Obyśmy nigdy go nie potrzebowali. Myślę jednak, że warto spojrzeć na całą sprawę również z tego bardziej egoistycznego punktu widzenia.

Załóżmy, że wystarczy. Argumenty na nie:
  • WOŚP nigdy nie poprawi naszego systemu i nieprędko będzie miał wpływ na działania służby zdrowia. Powiedziałabym, tu godząc się z większością, że nawet rozleniwia i wyręcza tych, którzy wyręczani być nie powinni. Jeśli jednak pomyśleć na chłopski rozum: dając - zmienamy świat, nie dając - nie zmieniamy go wcale (bo przecież i tak obecnie nie mamy żadnego wpływu na działania naszych polityków i służbę zdrowia, right?)
Wynik pojedynku jest jednogłośny. Wszystkim przeciwnikom z argumentami od siedmiu boleści proponuję wysłać ten tekst, aby skończyli z powtarzaniem swoich bzdurnych sloganów i poszukali jednak (a może i najpierw w sobie?) rzeczy dobrych.


A jeśli nie pieniążek dla orkiestry, to może zakupy dla tego biednego przy osiedlowym? 
Chociaż raz w roku.

Niechaj więc każdy albo pomoże Owsiakowi albo stanie się nim sam.


Z pozdrowieniami,
M.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz